Jordania bezpieczeństwo, czyli suma wszystkich strachów

Po lekturze wielu blogów o wspaniałości Jordanii, cudownych ludziach i prostoty dotarcia, po znalezieniu pasującej daty nastąpił szybki klik w rezerwację lotu i... początek obaw. Lektura grup facebookowych odsłoniła możliwe niedogodności i zagrożenia związane z eskapadą: zaczepki w stronę kobiet, horror na drogach, problemy żołądkowe, oszustwa itp. Przez kilka tygodni stres drążył moje komórki mózgowe, wszak zabierałem żonę i 12-letnią córkę. Zamęczałem ludzi pytaniami, miewałem myśli o odwołaniu wyjazdu. Zatem czy w Jordanii jest bezpiecznie i co zrobić by trip przebiegał bez obaw – okiem 7-dniowego turysty, który był z rodziną?

Jazda samochodem po Jordanii

Po Jordanii jeździło mi się dobrze, choć wcześniej się przygotowałem na nieobliczalne zachowania innych kierowców, które dzięki temu budziły więcej śmiechu niż trwogi. W Madabie totalna wolna amerykanka, Wadi Musa (Petra) - dużo podjazdów, zakrętów, Akaba paradoksalnie nieco spokojniejsza, aczkolwiek również koncentracja była pomocna. Poza miastami jest znacznie łatwiej, poza tysiącami progów zwalniających (specjaliści od zawieszenia mają dużo roboty): nawet pokonując podjazdy, ronda. Do tego raz po raz dziury (ale to znamy z Polski, choć nie na dużych dwupasmówkach) Zastanawiam się, czy Jordańczycy startowali w biciu rekordu Guinnessa względem liczby ukrytych przeszkód? Do tego niespodzianki typu jazda aut pod prąd, osły i wielbłądy na autostradzie itd. Zatem uważać, lecz nie trząść portkami, spódnicą, bo brak pewności siebie to krok do wypadku.

Przydaje się auto w dobrym stanie. Skorzystaliśmy z wypożyczalni Monte Carlo, która udostępniła pojazd z silnikiem radzącym sobie w każdej sytuacji (Chevrolet Captiva). Do Ammanu nie wjechałem, lecz pewnie też dałbym radę, lecz po co ryzykować. W prowadzeniu pomagało doświadczenie z jeżdżenia po Chorwacji, polskich górach, Grecji, Włoszech, lecz również Poznaniu, Warszawie, Berlinie. To niezła szkoła przed Jordanią. Podsumowując: było ciut łatwiej niż sądziłem, choć początkujący kierowcy powinni jednak wynająć samochód z kierowcą.

Kłopoty żołądkowe w podróży

Tylko córka miała biegunkę, jednorazowo. Mój bardzo czuły, zwykle szwankujący żołądek powinien dostać złoty medal. Prawdopodobnie pomogło co nieco przygotowanie. Przed wyjazdem braliśmy probiotyk Sanprobi IBS, a na miejscu Enterol. Inna sprawa, że nie jadaliśmy w przypadkowych barach tylko restauracjach lub miejscach noclegowych, unikaliśmy przejedzenia. Choć oczywiście miejscową kuchnię skosztowaliśmy. Bezpieczeństwo w Jordanii pod względem kulinarnym przewyższyło kilka państw europejskich.

Jordańczycy a turyści

Słynące z urody polskie kobiety stają się obiektem obserwacji również w swoim kraju czy też w całej Europie. Nie inaczej będzie w Jordanii, szczególnie w miejscach rzadziej odwiedzanych przez turystów. Z opowieści innych osób najgorzej jest z zachowaniami dzieci, np. znajomym weszły do auta. My, poza Madabą trzymaliśmy się „turystycznych okolic” i czuliśmy się swobodnie. W Madabie w ciągu dnia wszedłem „w slumsy”, bo byłem ciekawy, jak mieszkają Jordańczycy i właściwie nikt nie zwracał na mnie uwagi. Wieczorem, gdy w nieco inną część miasta zabrałem dziewczyny, były komentarze nastolatków typu „O my good, I love you”, nic więcej. Zatem i tutaj bezpieczeństwo w Jordanii dla turysty rodzinnego moim zdaniem jest na wysokim poziomie.

Przebywanie z Jordańczykami to przyjemność. Kupowanie przypraw w Madabie stanowi jedno z najfajniejszych doznań handlowych w moim życiu (herbatka, rozmowa). Dzień wcześniej, w innej knajpce, nagle dziewczyny się fatalnie poczuły i musiały wyjść jeszcze przed zjedzeniem kolacji. Uregulowałem rachunek, a kelner z własnej inicjatywy wskazał, gdzie znajdę lekarza, aptekę, szpital. Zaś kolejnego dnia zauważył na ulicy i chciał zaprosić do skorzystania z darmowego posiłku. W jednym z hoteli gospodarz spędził z nami 40 minut, wręcz zapominając o przygotowaniu kolacji dla kolejnych gości. Jordańczyk o imieniu Faisal pokazujący Wadi Rum – genialny gość. Zatem Jordańczycy są super, choć...

Naciąganie turystów

... trzeba bardzo uważać na pieniądze. Nie, nie ma kradzieży, rozbojów, chodzi o handlarzy. Zdecydowanie nie lubimy negocjować zakupów szala, kubka, transportu - pewnie tu nasza słabość. Żonę straganiarz w Petrze naciągnął na kilkaset złotych, co trochę zepsuło zwiedzanie. Ja też zapłaciłem zbyt dużo za taksówkę polecaną przez hotelarza, po zatankowaniu pracownik uniknął wydania 1,5 JOD, nawet polski przewodnik po Ammannie powinien wziąć mniej. Musicie więc negocjować, sprawdzić wcześniej na grupach FB ceny lub... po prostu przyjąć to jako charakterystykę tego kraju i doliczyć do budżetu. Dla mnie właśnie ta jedna, jedyna kwestia pozostawiła pewien niesmak, nierzutujący na końcową ocenę całej eskapady.

Czy w Jordanii jest bezpiecznie?

Z moich obserwacji tak! Zabrałem swoją rodzinę i zrobiłbym to jeszcze raz. Czułem się tam lepiej niż w wielu europejskich krajach.


Komentarze

captchaType the text.
Anuluj


O autorze

Tomasz Czarnecki
Tomasz Czarnecki
Pasjonat dziennikarstwa i podróży w jednym. Kocha planować i organizować wyjazdy - te bardzo bliskie jak i nieco dalsze, zwracając uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Wśród licznych publikacji szczególnie ceni sobie te dotyczące bezpiecznej i ekonomicznej jazdy. Pasjonuje się sportem, zarówno w płaszczyźnie teoretycznej jak i praktycznej: gra w piłkę nożną, jeździ na rowerze, bywa przy stole pingpongowym. Nie pogardzi partyjką w ciekawą grę planszową.