Słowenia w 5 dni, czyli po co spieszyć się do Chorwacji

Na fotografowaniu tego kraju nie zarobią właściciele Photoshopa. Sąsiaduje z przeżywającymi najazd turystów Włochami i Chorwacją, lecz przez Polaków bywa często pomijana. Napisać, że Słowenia, bo o niej mowa, jest piękna to jakby nic nie napisać. Wizyta w tym wcale nieukrytym skarbie Europy zdecydowanie przerosła oczekiwania, a po wcześniejszej lekturze netu, były one duże.

Planując wakacje warto szukać miejsc urzekających, ciskających na ustach słowo „wow”. Takich, przy których czujemy, jaki ten świat jest wspaniały, niesamowity, zapominając o wszystkim dookoła –oddając się chwili. Zwykle w jednym regionie trafia się jeden taki rarytas, dwa to już totalna rewelacja. W Słowenii kolekcja powiększyła się o kilka.

Bajka nad Jeziorem Bohinj

Do Słowenii wybierałem się 5 razy. Tym razem, zdaniem mojej rodziny, miała stanowić tą mniejszą, w zasadzie nie końca potrzebną, atrakcję w drodze do Chorwacji. Bazę stanowiła miejscowość Ribcev Laz, a konkretnie TD Bohinj Apartments oddalone dosłownie o 2 minuty od Jeziora Bohinj. Co prawda, aby zobaczyć pozostałe atrakcje okolicy należało codziennie dojeżdżać do Bledu, to była najlepsza decyzja wakacji! Przychodząc nad brzeg Bohinj można poznać znaczenie słowa totalny reset. Zabieracie rodzinę, przyjaciół, a jeśli nie mają ochoty – książkę, telefon, lub tylko swoje myśli. Najbardziej urzeka ten niesamowity chillout: totalny luz o jaki tak trudno w całym zabieganym świecie. Niesamowite kolory czystej wody, góry, spokój. Na czym polega czar Słowenii? Odpowiem sam sobie kolejnym pytaniem: ile znacie pozytywnych słów, opisujących otoczenie, wspaniałość ludzkiej egzystencji?! Jedźcie do tego kraju, a będziecie mogli sprawdzić... Jeziora, wodospady, wąwozy, jaskinie, miasteczka, mosty, rzeki, góry (do morza nie dotarliśmy). Sympatyczni ludzie (mówiący po English), turyści z wielu krajów, sporo możliwości aktywnego spędzania czasu, lecz również delektowania się życiem. Całość tworzy niepowtarzalny klimat. Bajka w realu.

Co warto zobaczyć w Słowenii?

A teraz konkrety - miejscówki jakie nas urzekły (czyli prawie wszystkie).

  • Jezioro Bled i wyspa na jego środku – polecam nieco wysiłku i 20-30 minutowy spacer na górę Ojstrica (oznaczony szlak), widok na zdjęciu. Kolory wody urzekające. Pierwsze wow na tym wyjeździe. Na wyspę da radę dopłynąć specjalną łodzią, czego nie próbowaliśmy.
  • Wodospad, który można niemal dotknąć. Jak go zobaczyłem to wykrzyczałem wow, wow, wow, bo to nie było zwykłe wow. By dojechać wpiszcie w nawi Koča pri Peričniku, potem 10 minut pod górę i jeeest!
  • Wąwóz Vintgar i powrót z niego, czyli niesamowita trasa wzdłuż potoku i okolicznych pól. Prawdopodobnie najfajniejszy spacer w tym roku.
  • Jaskinie Szkocjańskie. Wielka dziura pod ziemią, z podziemną rzeką. Krajobraz jak Władcy Pierścieni. Wyjątkowe miejsce. Wow.
  • Kolorowy Rezerwat Zelenci – piękne odcienie kolorów trudno nazwać. Spacer na kilka minut.
  • Mamucia skocznia w Planicy – właśnie tam Polacy skakali na ponad 200 metrów. Możecie nawet spróbować polatać jak oni, tyle że na dużej tyrolce. Blisko wow, ale byliśmy głodni i spędziliśmy w tym miejscu dosłownie kilka minut.
  • Urocza miejscowość Kranska Gora.
  • Trasa rowerowa w okolicach Ribcev Laz, bo... Bo ma swoje kilka trudniejszych momentów (np. jak się pomyli trasy jak ja), a jednocześnie jest urocza.
  • Przełęcz Vrsic i droga na nią stanowi atrakcję dla kierowców lubiących doskonalić swoje umiejętności prowadzenia czterech kółek. Warto jednak choć raz się nią przejechać, naturalnie jeśli czujecie moc za kółkiem.
  • Ljublana – właściwie do zaliczenia. Stolica jakby nie stolica. Prawdopodobnie najsłabszy punkt programu.
  • O Jeziorze Bohinj już napisałem – zakochałem się w tym miejscu. Wow, wow, wow.

Tato, zrób mi zdjęcie

Tyle widzieliśmy przez kilka dni, ale co nieco pozostało jeszcze do zobaczenia. Do większości atrakcji dojście zajmowało max 30 minut. Żadne z zamieszczonych przy tym tekście zdjęć nie zostało poddane obróbce a zapewniam, że na żywo jest jeszcze piękniej. Ludzi w środku sezonu nie brakowało, lecz nie odczuwało się tłumów. Z „dodatków”, zapewne na długo zapamiętam koncert kapeli grającej utwory The Doors.
Czy są jakieś rysy w tym raju? Ceny wyższe niż w Polsce, lecz jak pokazała późniejsza kontynuacja wyjazdu do Chorwacji, bez dramatu. I jedzenie „normalne”, taka mieszanka Włoch, Austrii i Bałkanów, bez wow. Odległość z Poznania to ok. 1200 km – wyjazd w sobotę rano o g. 7 znalazł finał tuż po g. 21. To jednak moim zdaniem żadne wady? Najlepszą rekomendację Słowenii stanowi zachowanie mojej 12-letniej córki. Nie przepada ona za krajobrazami, a mimo to w kilku miejscach sama prosiła o zrobienie zdjęcia. Dość tych ciepłych słów – sprawdźcie sami, póki tam jeszcze nie ma dzikich tłumów jak w tym roku w, skądinąd także pięknej tylko sławniejszej, Chorwacji.


Komentarze

captchaType the text.
Anuluj


O autorze

Tomasz Czarnecki
Tomasz Czarnecki
Pasjonat dziennikarstwa i podróży w jednym. Kocha planować i organizować wyjazdy - te bardzo bliskie jak i nieco dalsze, zwracając uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Wśród licznych publikacji szczególnie ceni sobie te dotyczące bezpiecznej i ekonomicznej jazdy. Pasjonuje się sportem, zarówno w płaszczyźnie teoretycznej jak i praktycznej: gra w piłkę nożną, jeździ na rowerze, bywa przy stole pingpongowym. Nie pogardzi partyjką w ciekawą grę planszową.