Biuro podróży vs samodzielna organizacja wyjazdu: wygoda

Naczytałem się swego czasu w sieci jaki to ja nieudacznik jestem, bo jadąc na wakacje często korzystam z pośrednictwa biura podróży. Totalnie przepłacam, wybieram najprostsze rozwiązanie, nie potrafię samodzielnie ogarnąć bookingów i kupna biletów lotniczych. Omal w depresję nie wpadłem. Jako terapię, w cyklu krótkich tekstów postanowiłem powalczyć z prawdą i fałszem, dokonując swego rodzaju rozprawy: biuro kontra samodzielność.

Zacznę od drobnego zaprzeczenia temu co napiszę poniżej. Otóż w moim, mocno indywidualnym przypadku, powód wyboru wakacji za pośrednictwem biura podróży nie wynika wcale z wygody. Ale mam świadomość, że dla wielu osób to poważny argument.

Wakacje w Internecie

Chcą jechać na urlop, przychodzą więc do placówki firmy na „I”, „R”, „T”, „C” czy też „G”, albo też takiej dysponującej ofertami większości z nich. Zostają mile przyjęci, Pani/Pan służy wiedzą (to, że czasami poziom tych informacji nie jest za wysoki odgrywa mniejsze znaczenie), pokazuje katalogi, przeanalizuje terminy. Potem wyśle na maila kilka ofert, klient robi krótką naradę rodzinną (czasami jednoosobową, bo nie każdego rajcują przygotowania do wakacji), wybiera, płaci i gotowe. Może też skorzystać z biur podróży w Internecie. Tu jednak jest już mniej wygodnie, bo po pierwsze strony internetowe niektórych tour operatorów są po prostu nieintuicyjne, a po drugie bardzo łatwo zginąć w gąszczu niewyselekcjonowanych ofert. Też mamy gotowe zestawy lot + nocleg + jedzenie, ale jednak znacznie więcej czasu spędzimy na doborze oferty do swoich preferencji. Na temat szukania osobno noclegów i lotów w przypadku „wygodnego turysty” nie ma się co rozpisywać. Trwa godzinami a nawet i dniami. Szczególnie jeśli komuś zależy, by te kilka a czasem i kilkanaście tysięcy zainwestować naprawdę znakomicie i być zadowolonym – tacy urlopowicze naprawdę mogą wyczerpać wszelkie pakiety internetowe wertując propozycje.

Osoby, które podróżują, by po prostu „gdzieś wypocząć” idą do biura. Cały temat wyboru wakacji zajmuje im godzinę, może i dwie. A potem wracają do codziennych zajęć, kilka dni przed wyjazdem przypominają sobie o zakupie nowych kąpielówek oraz kremu do opalania i w drogę. I tak do kolejnej eskapady. Ze mną biura podróży nie mają tak łatwo. Czasami aż sam współczuję sprzedawcom, samokrytycznie przyznaję, że mnogość pytań może być przytłaczająca. Co prawda od kilku lat jestem klientem tej samej placówki (jeszcze nie zamykają drzwi widząc moją postać), ale sprawdzam również inne rozwiązania. Wychodzi jednak na to, że p. Ola najwyraźniej w świecie ma szósty zmysł, bo na trzy wyjazdy jeśli chodzi o sugerowane hotele trafiła idealnie właściwie za każdym razem (no dobra, na Lanzarote jedzenie było do bani). Potrafiła też odradzić kilka miejsc jeśli chodzi o cele podróży (zawsze przychodzę z kilkoma pomysłami). Zatem, jeśli ktoś jest wygodny to korzysta z biura podróży albo… podczepia się pod znajomych, którzy wszystko zorganizują za niego, nawet pójdą za niego do owego pośrednika i podadzą na tacy kilka opcji. Wtedy potrzeba kompromisu, pogodzenia czasem różnych wizji lub bezwarunkowego dopasowania się do "lidera". Co czasem bywa nie takie łatwe, mimo aspektu wygody. Photo by Austin Distel on Unsplash


Komentarze

Anuluj


O autorze

Tomasz Czarnecki
Tomasz Czarnecki
Pasjonat dziennikarstwa i podróży w jednym. Kocha planować i organizować wyjazdy - te bardzo bliskie jak i nieco dalsze, zwracając uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Wśród licznych publikacji szczególnie ceni sobie te dotyczące bezpiecznej i ekonomicznej jazdy. Pasjonuje się sportem, zarówno w płaszczyźnie teoretycznej jak i praktycznej: gra w piłkę nożną, jeździ na rowerze, bywa przy stole pingpongowym. Nie pogardzi partyjką w ciekawą grę planszową.