Jazda rowerem zimą - po co to komu?

Jazda na rowerze zimą i późną jesienią? Przez 40 lat była to dla mnie większa abstrakcja niż obejrzenie całości serialu „Moda na sukces”. Dodajmy, swego czasu mógłbym startować w konkursie zmarzlak roku, poza tym co sezon łapały mnie przeziębienia. W 2020/2021 roku pierwszy raz w życiu ruszyłem na dwóch kołach o tej porze roku, a dziś (16.01.) przeżyłem swój pierwszy raz na śniegu. Wyszło 50 km, całe popołudnie dochodzę do siebie. Zatem, czy faktycznie warto?

Niektórzy zaczynają morsować, ja przekraczam kolejne granice własnego organizmu na dwukołowcu, pokonując kilometry głównie dróg leśnych i polnych. Dziś pierwotnie planowałem po prostu sprawdzić jak to wygląda jazda rowerem po śniegu (10 km), potem przejechać pewien zaplanowany odcinek (32 km) z myślą, że każdej chwili mogę wrócić (sam nie wierzyłem w tę alternatywę) a skończyło się przedłużeniem trasy (50 km). I... przegiąłem.

Ostatnie kilometry stanowiły istną walkę z samym sobą. Ciało odmawiało posłuszeństwa, co jakiś czas tłumiłem zimno kolejną bluzą i herbatą (skutkowało). Dojechałem do domu „głową”. To w sumie lepsze niż jakieś coachingowe szkolenie :)) Powinienem teraz napisać, że mam nauczkę i nigdy tego nie powtórzę. Niestety, nie był to pierwszy raz... Jednak rada dla innych – zachowajcie rozsądek, szczególnie jeżdżąc rowerem zimą.

Poniżej inne wnioski (z dzisiejszej i poprzednich jazd) laika rowerowego dotyczące jazdy rowerem zimą. Może i niefachowe, bo to pierwsze doświadczenia, ale na razie się sprawdzają. A jeśli się nie zgadzacie - komentujcie - chętnie się czegoś więcej nauczę.

  • Jeżdżąc na rowerze zimą i późną jesienią najważniejsze są jak zwykle chęci i ubiór. Nie zakupiłem specjalnej odzieży, bo nie sądziłem, że mi się to spodoba, używam więc na razie w większości rzeczy wykorzystywanych podczas wypadów na narty:

    • bielizny termicznej – na klatę (no dobra – brzuch, bo kaloryfer to mam jedynie w domu), nogi, stopy
    • sweterka zapinanego pod szyję,
    • kominiarki zimowej,
    • ocieplanych spodni od dresu,
    • butów zimowych (ocieplane)
    • rękawiczek (cienkich, grube się nie sprawdziły)
    • polara, sofshella,
    • plecaka, by zabrać rzeczy, które można założyć, gdyby było bardziej zimno,
    • herbaty w termosie + czegoś do zjedzenia
    • mp3
    • lampki i kasku - oczywistość.
  • Wyjeżdżając z domu ubieram się w lekko, by potem dokładać kolejne elementy jeśli robi się zimno. Nie odwrotnie. Zwykle nie trafiam idealnie i czynię korekty – po 30 minutach, 1 godzinie, 3 godzinach... Zawartość plecaka czyni cuda.

  • Nie wnikając w niuanse techniczne, dla mnie jazda przy plusowej temperaturze zimą jest podobna do szaleństw latem. Tylko jakby mniej rowerzystów :)) Duża wada - znacznie szybciej robi się ciemno, a po zmroku łatwiej zabłądzić, poza tym ziiiimnooo. Jak jest śnieg i lód trudności rosną. Mój pierwszy raz zaliczyłem bez gleby i niebezpiecznych sytuacji (czy zatem nie liczy się)?!

  • Jazda po śniegu jest prawdopodobnie bardziej wyczerpującą niż przy ubitej glebie. Efekt? Jak wyżej pisałem - mój powrót do domu stanowił walkę z samym sobą.

  • Technika jazdy rowerem po śniegu i nie tylko, serwisowanie roweru, itp. niezwykle ważny aspekt, lecz tu polecam You Tube, fachowe Grupy na FB, fora internetowe – nauczyłem się tam bardzo wiele i dziękuję ludziom, który podpowiadają innym. . I nadal będę zgłębiał tajniki.

  • Częściej czyszczę rower, bo nierzadko wraca w... mocno brudnym stanie.

  • Do analizy „ile przejechałem” używam Stravy, smartbanda Xiaomi i licznika rowerowego. Niezawodny jest tylko licznik, Strava już któryś raz zawiodła (a miałem ją na 2 telefonach) i mimo popularności raczej się nie polubimy. Smartband też ma zawiechy.

  • Home office powoduje, że (nie tylko) moja aktywność ruchowa znacznie spadła, szczególnie, gdy zamknięto boiska i sale do uprawiania piłki nożnej. Jazda na rowerze zatem stanowi dla mnie ważny lek. Taką terapię to ja kocham! Przecież mogę się przeziębić, ktoś powie. A jasne, tylko z powodu braku aktywności fizycznej możesz zapaść na poważniejsze choroby.

Podsumowując. Nieważne ile przejedziesz, czujesz się na siłach to wsiadaj na rower i dbaj o zdrowie, wszak koronawirus ogranicza nasz ruch fizyczny. A jeśli nie rower to spacer, bieganie, wspomniane morsowanie. Przyjemności!


Komentarze

captchaType the text.
Anuluj


O autorze

Tomasz Czarnecki
Tomasz Czarnecki
Pasjonat dziennikarstwa i podróży w jednym. Kocha planować i organizować wyjazdy - te bardzo bliskie jak i nieco dalsze, zwracając uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Wśród licznych publikacji szczególnie ceni sobie te dotyczące bezpiecznej i ekonomicznej jazdy. Pasjonuje się sportem, zarówno w płaszczyźnie teoretycznej jak i praktycznej: gra w piłkę nożną, jeździ na rowerze, bywa przy stole pingpongowym. Nie pogardzi partyjką w ciekawą grę planszową.