Single tracki w Górach Kaczawskich – mój pierwszy raz

Zmagania z własnymi słabościami połączone z realizacją celu na 2021 rok. Tak wyglądał wypad sam na sam z rowerem w Góry Kaczawskie, by okiełznać single tracki. Góry są w pewnym sensie niczym kobiety – piękne, wspaniałe, ale mają swoje wymagania. I o to chodzi!

Decyzję o wyjeździe na mój pierwszy single track podjąłem właściwie wieczorem poprzedniego dnia, choć eskapada na rower w góry znajdowała się w planach ogólnych roku 2021. Na hasło Góry Kaczawskie część osób zapyta, jakie góry? Zamiast sławnych tras w Świeradowie Zdroju czy Kotlinie Kłodzkiej wybrałem właśnie rejon niedaleko Jeleniej Góry, lecz nie w stronę Czech tylko na Północ. Zapakowałem rower na bagażnik i w sobotę rano ruszyłem ku przygodzie.

Jak się jedzie po single tracku?

Trasy średniozaawansowane są średniozaawansowane. Jestem początkujący, przyzwyczajony do tras w okolicach Poznania, więc dla mnie w Górach Kaczawskich było momentami trudno, ciężko, czasem mocno ciężko, lecz... nie za ciężko - bez odcinka "nie do przejechania" i jakiegoś totalnego kryzysu fizycznego. Zacząłem od single tracków o nazwach „Okole” i „Okole Zjazd” (razem ponad 17 km, start z Lubiechowa, pionowo w górę, łącząc oba odcinki, ponad 500 metrów) i niemal od razu pokonywałem pod górę zakręty pod kątem prawie 180 stopni. Początkowo pokracznie, nawet na 2 razy, ale kilometr po kilometrze czyniłem postępy niczym pilny uczeń w szkole. Tu w rolę nauczycieli wcieliły się oczywiście rozmaite pagórki, lecz konsekwencje poważnych błędów byłyby poważniejsze niż jedynki w (e)dzienniku.

Nigdy jeszcze nie wjeżdżałem 5 czy 8 km pod górę na raz i to po szutrze. Dobrze, że przewagę stanowiły fragmenty interwałowe – mocny podjeździk i chwila oddechu. I tak do znudzenia (choć mi się nie nudziło). A potem długie zjazdy. W głowie cały czas działał bezpiecznik, czyli pamięć o ostatnim wypadku, techniki też mocno brakowało, lecz nadrabiałem zaangażowaniem. Odczucia? Fun, cudownie, wspaniale, nie oddadzą wszystkiego, co myślę. To zupełnie inne trasy od dotychczas objeżdżanych, totalnie inny świat, lecz... ten świat fascynuje i zaczyna wciągać.

Ciekawostka odnośnie trasy Okole w Górach Kaczawskich – by zdobyć szczyt trzeba zostawić rower i dojść 2 minuty do wieży widokowej, skąd widok jest fantastyczny – taki super bonus do wysiłku fizycznego.

Trasy łatwe? Co za bzdura

Trasy oznaczane jako łatwe nie są dla dzieci jak sądziłem. Zawodowcy mogą je potraktować niczym rozgrzewkę, ale... Ja ruszyłem "z kopyta" sądząc, że Gozdno 1 i 2 (ok. 15 km) przejadę niczym Zenon Jaskuła czy Rafał Majka. Niestety, odwaga została ukarana na wcale nie banalnym podjeździe. To odcinki warte przejechania, lecz znajdziecie w Górach Kaczawskich lepsze. Oczywiście na mój osąd wpływa popołudniowa pora dnia i nawarstwiające się zmęczenie, w końcu tego dnia jeszcze jechałem autem prawie 3h.

Wieczorem, zupełnie na deser, postanowiłem zwiedzić pobliskie Kolorowe jeziorka. Ot spacerek na 10 min i wracam do auta – tak sądziłem... Tymczasem teoretycznie czas zwiedzania wynosi 2 godziny i to częściowo pod górę. W związki z zapadającym zmierzchem zrobiłem ją znacznie krócej, co odczuły nogi. Miejscówka prześliczna, lecz mnie kondycyjnie dobiła i kładłem się spać z myślą: jutro (niedziela) max 1 trasa i do domu.

Góry Kaczawskie wciągają

Rano zakwasy. Przejdą jak ruszę – pomyślałem i miałem rację. Jednak po pierwszym odcinku stwierdziłem, że kolejny będzie na pewno ostatni, a potem, że następny będzie tym końcowym... No i zrobiłem wszystkie pozostałe: - Dłużek (start w Wojcieszowie) zaczyna się niepozornie, ale potem jest już mocno w górę. Tu gratulacje dla osoby oznaczającej trasę, dzięki niej połowę odcinka (w górę) pokonałem drogą dla pieszych, dopiero potem się zorientowałem, że coś „nie halo” i zjechałem, by wspinać się w innym miejscu od nowa. Generalnie w Górach Kaczawskich oznaczenia są dobre poza... newralgicznymi rozwidleniami, kluczowymi momentami. Moim zdaniem warto nad tym popracować, bo to psuje ogólną, wysoką ocenę. Tak przy okazji - na tej trasie też jest fajna wieża widokowa. - „Dwa Wąwozy” i „Pod Grzybkami” (start z Rzeszówka), w sumie 13 km. Znów niby łatwe, a jednak 12-latkę uprawiającą sport nie zabiorę na żadną z nich. Mi się podobały, bo jednak łatwiejsze od Dłużka, a w tamtej chwili takowych tras potrzebowałem. - „Ostrzyca”, „Pod Ostrzycą” i „Zielonki”. Zielonki – wreszcie coś dla młodszej młodzieży. I dla mnie. Ile to ja miałem szczęścia, ile radochy z szybkiej jazdy bez konieczności wspinania się pod górkę. Rewelacja. Pod Ostrzycą też w miarę luźno. Na deser Ostrzyca, czyli wjazd na szczyt, będący fragmentem wulkanu istniejącego kilka, kilkanaście milionów lat temu. Wspinaczka krótka, lecz baaardzo treściwa a do tego na szczyt jeszcze trzeba było wejść pieszo po niezliczonej dla mnie liczbie schodków. Ufff.

Podsumowując - ponad 80 km w 2 dni, suma przewyższeń 1,5 km.

Wnioski, porady (także dla samego siebie):

  • Takich podjazdów to w Wielkopolsce nie ma. Góry Kaczawskie to idealne miejsce dla rowerzysty zaczynającego zabawę z MTB, uprawiającego choćby 1-2 razy w tygodniu sport.
  • Mało ludzi. Tylko na jednym single tracku spotkałem dosłownie kilku rowerzystów. A tak byłem niemal sam, spotykając na szczytach piechurów.
  • Dobrze oznaczone, bezpłatne parkingi.
  • Możliwość ściągania linków z kodem qr tras. Polecam. Warto też mieć zainstalowany Mapy.cz – przy okazji szukania tras na Ostrzyce ta apka mnie uratowała.
  • Technika, technika, jeszcze raz technika. Gdzież to ona była? Z każdym km lepsza, bo taki wyjazd to wspaniała nauka jazdy, lecz pozostaje jeszcze wiele pracy.
  • Kondycja na plus. Od 2 miesięcy jeździłem na rowerze 1-2 x w tygodniu + 1-2x w tygodniu piłka nożna. Wystarczyło, a dodam, że mam już ponad 40 wiosen. Podprowadzania roweru nie stosowałem, może dlatego podjazdy też były w pewien sposób przyjemne.
  • Zmieniłem zdanie na temat specjalnych butów do pedałów – już szykuję się na wydatek. Trzeba też rękawiczki do roweru, inny kask. A może w ogóle zacząć zbierać pieniądze na rower, bo ten, jak to ujął pan w serwisie, jest mocno turystyczny?! :)
  • Cudowne widoki ze szczytów, fascynująca okolica, także turystycznie.
  • Karczma Podgórzanka to świetne miejsce na nocleg. Super uprzejma obsługa i właściciele, niska cena, ładny, czysty pokój, możliwość przechowania roweru, dobre jedzenie – w tym kolacja.
  • Na trasę 10-15 km jeden bidon może nie wystarczyć. Choć domowy izotonik działa świetnie.
  • Bagażnik rowerowy na samochód (na hak) – to był najbardziej udany zakup roku.
  • Już się zastanawiam, gdzie i kiedy kolejne single. Ale na trasy dla zaawansowanych jeszcze za wcześnie.

Więcej o trasach


Komentarze

captchaType the text.
Anuluj