Weekend w Niemczech - Poczdam i... szpital

Poczdam w pół dnia? Co za nierozsądna decyzja. Jednak konieczna, bowiem wcześniej koniecznie chcieliśmy zajrzeć na ścieżkę, którą idąc widzimy z góry ruiny starego szpitala. Dzięki temu "zestawieniu" wracaliśmy do domu z efektem wow na ustach i nogami zmęczonymi od spacerów. Tak właśnie wyglądał drugi dzień krótkiego wypadu do Niemiec.

Pierwszego dnia karmiliśmy zwierzęta w zoo, zajechaliśmy pod (zamknięte) muzeum rowerów i delektowaliśmy się widokiem oraz smakiem na „Festiwalu dyni”. Więcej o tym

Powtarzam się i powtarzać się będę: czasu w Niemczech jest zawsze za mało. Dlatego w niedzielny poranek stanęliśmy przed nie lada dylematem: idziemy Baum&Zeit, ścieżką umieszczoną na wysokości drzew, by obejrzeć ruiny szpitala czy też, w tej samej lokalizacji, przemierzamy szlak bosych stóp. Połączenie tego nie miało szans powodzenia, wszak pokusa podjechania do Poczdamu była większa niż zjedzenie drożdżówki z kruszonką na odwyku od słodyczy. Zatem...

Szpital psychiatryczny

Baum&Zeit, ul. Straße nach Fichtenwalde 13. Godziny otwarcia 2019. Październik: 10:00-19:00, listopad-grudzień tylko w soboty i niedziele 10:00-16:00. Dzieci do lat 6-ciu – gratis, 7-17 lat – 8 euro, dorośli 11 euro. Renciści, studenci, osoby niepełnosprawne, starsi uczniowie 9,50 euro. Bilet rodzinny, 2 dorosłych i własne dzieci lub wnuki poniżej 18 lat: 28,00 euro. Zakład leczniczy w Beelitz (to wybrana przez nas opcja), którego pozostałości oglądacie na fotkach powstał ponad 100 lat temu. Ścieżka Baum &Zeit co godne podkreślenia, jest dostępna również dla osób niepełnosprawnych (można wjechać windą). Szpital służył między innymi odzyskaniu zdrowia mieszkańcom Cesarstwa Niemieckiego po panującej wówczas gruźlicy. Architekt nazywał się Heino Schmieden i jak możemy przeczytać na stronie obiektu „kształtował oblicza wielu miast niemieckich w epoce wilhelmińskiej”, czyli na przełomie XIX i XX wieku. Oglądając pozostałości szczególnie imponuje roślinność, która wyrosła na budynkach, widać także pozostałości sal. Warto poczytać sobie ciekawe opisy na miejscu, przydatna będzie znajomość języka angielskiego lub niemieckiego, względnie dobry translator. Co ciekawe, swego czasu leczył się tam nawet najsławniejszy z Adolfów. Miejsce zdecydowanie z klimatem, wyjątkowe, w dodatku pięknie położone. Istnieje również możliwość zwiedzania z przewodnikiem, który zapewne zdradziłby wiele szczegółów, ale oczywiście, zgadnijcie – zabrało czasu.

Park na bosaka

Zatem czego nie zobaczyliśmy? Parku Na bosaka, w którym stopy stąpają po różnych przeszkodach. Dotarlibyśmy do 60 (!) stacji przyrodniczo-rekreacyjnych. Zapowiadało się znakomicie, lecz słysząc w kasie, że czas jego przejścia wynosi 2-3 godziny musieliśmy stwierdzić „wrócimy tu innym razem” (zawsze tak mówię, gdy z czegoś rezygnuję, nie zawsze słowa dotrzymuję). Jeśli jednak macie cały dzień na obie atrakcje, kupcie bilet łączony.

Konferencja poczdamska

Poczdam. Około 10 lat temu byłem służbowo w tym mieście i wiedziałem, że kiedyś trzeba je pokazać rodzinie (choć wtedy widziałem niewiele). Podczas familijnej eskapady zdawałem sobie sprawę z narastającego zmęczenia podopiecznych (żony i córki), wszak Poczdam to idealne miasto na spacery (i jazdę rowerem). Właściwie można po nim chodzić, chodzić i chodzić. No i jeszcze raz chodzić – po parkach, zamkach, ulicach. Niesamowitości czają się na niemal każdym kroku o czym przekonała nas jazda samochodem do Cecilienhof – warto obserwować szczegóły i jechać wolno. Że też Niemcom chciało się tyle tego budować. Większość z naszych skromnych kilku godzin spędziliśmy we wspomnianym Cecilienhof. To miejsce o znaczeniu historycznym - właśnie tam odbyła się „Konferencja Poczdamska”. Tu powtórka z historii: panowie Stalin, Churchill (a potem Attlee) i Truman zadecydowali lub jak kto woli przyklepali podział Europy, w tym i Polski. Pałac zwiedziliśmy z pomocą audiobooka w języku polskim. O ciekawości miejsca świadczy fakt, że nasza czasem niezbyt chętna na „słuchanie nudnych faktów” 10-latka sama postanowiła posłuchać co było w danej sali. Pomocą służyła (choć wcale o tym nie wie) polska przewodniczka, która akurat oprowadzała grupę rodaków, a my zupełnie przypadkowo szliśmy podobnym tempem... W każdym razie dziękujemy 😊

Kolonia rosyjska

Potem frytki (zdrowy obiad!), spacer parkiem, podziwianie kolejnego pałacu - Marmurowego (Marmorpalais) położonego nad brzegiem HeiligerSee i powrót do auta. I szybkie przeparkowanie na Rusische Kolonie. To kilkanaście gospodarstw, powstałych w XIX wieku dla śpiewaków dawnego rosyjskiego żołnierskiego chóru jeńców wojen napoleońskich, dla których po przymierzu Prus z Rosją wybudowano kolonię. Dwa budynki do dziś zamieszkane są przez ich potomków. Na miejscu jest rosyjska restauracja. Całość jako zabytek wpisano na listę Skarbów UNESCO.

Pałac Sanssouci

Spędziliśmy tam kilkanaście minut (parking darmowy), ale warto odwiedzić jako ciekawostkę. Stan zmęczenia moich pań był już wysoki. Jednak te młodsze roczniki kondycję mają gorszą niż współcześni 40-latkowie :) Nie mogliśmy jednak sobie darować najbardziej znanej atrakcji Poczdamu - Pałacu Sanssouci. Miejsce rozległe, by zobaczyć wszystkie wspaniałości terenu, trzeba dużo spacerować. Bardzo dużo spacerować. Przy coraz większym damskim oporze udaliśmy się na godzinne podziwianie okolic, choć po prawdzie, pół dnia byłoby za mało, bo nigdzie nie weszliśmy do wnętrza a i od płatnego parkingu (najbliżej pałacu jak się tylko dało) odeszliśmy pewnie na kilometr. Inna sprawa, że nawet ja nie jestem typem, który musi wejść do każdego budynku, bowiem sztukę najbardziej lubię podziwiać w wersji piłkarskiej - Ligi Mistrzów czy mistrzostw świata. Natomiast miejsce w wersji jesiennej (wiosennej i letniej zapewne też) jest zdecydowanie warte podziwiania. Naprawdę chłopaki w tamtych czasach mieli rozmach i pasję. Po godzinie 16 ruszyliśmy do domu, bo następnego dnia szkoła no i trudy w pracy. Co warto podkreślić, w Poczdamie za parkingi można płacić kartą co może nie stanowi nowości, ale bywają miejsca bez takowej opcji. Miasto jest rewelacyjne i zarówno rodziny z dziećmi od lat 0,1 do 18 jak i dorośli znajdą bardzo wiele dla siebie. Jestem przekonany, że kolejne wizyty pozwoliłyby zobaczyć znacznie więcej, zatem z racji względnej bliskości Poznania nie napiszemy „to był ostatni raz”.


Komentarze

Anuluj


O autorze

Tomasz Czarnecki
Tomasz Czarnecki
Pasjonat dziennikarstwa i podróży w jednym. Kocha planować i organizować wyjazdy - te bardzo bliskie jak i nieco dalsze, zwracając uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Wśród licznych publikacji szczególnie ceni sobie te dotyczące bezpiecznej i ekonomicznej jazdy. Pasjonuje się sportem, zarówno w płaszczyźnie teoretycznej jak i praktycznej: gra w piłkę nożną, jeździ na rowerze, bywa przy stole pingpongowym. Nie pogardzi partyjką w ciekawą grę planszową.